So busy

Witajcie, jak pewnie nietrudno się domyślić czytając widniejący powyżej tytuł wpisu, jestem ostatnio dosyć zajęta i mam niewiele czasu dla siebie, a 'winowajcą', jeśli można to tak określić, jest zbliżający się nieubłaganie konkurs matematyczny. Zakładam, że przynajmniej część z Was, należąca raczej do 'antyfanów' tego przedmiotu, jest zdania, iż to nauka nie posiadająca sensu i najzwyczajniej w świecie nudna, jednak ja odnajduję się w pewnym stopniu w świecie obliczeń oraz logicznego myślenia i rozwiązywanie ciekawych zadań potrafi sprawiać mi przyjemność. Gorzej, gdy po poświęceniu godziny albo nawet większej ilości czasu, efektów w postaci wyniku nie ma, to potrafi nieźle zdenerwować... W każdym razie mam nieodparte wrażenie, że niedługo pierwiastki i potęgi będą mi się chyba śniły po nocach (a już mi się to raz zdarzyło!). Oby jakoś dotrwać do czwartku i będzie już 'po wszystkim', może wtedy uda mi się trochę zrelaksować, chociaż zgaduję, że oczekiwanie na wyniki będzie o wiele bardziej stresujące niż samo wypełnianie testu, sama nie wiem, jak moja psychika to zniesie... Kto by pomyślał, że matematyka może być aż tak niebezpieczna! Mam nadzieję, że konkurs nie okaże się trudny i włożony w naukę wysiłek się opłaci, ale zawsze jest jeszcze szansa za rok i tym w razie niepowodzenia będę starała się pocieszać, jednak przecież trzeba być dobrej myśli, więc staram się już na wstępie nie tworzyć żadnych czarnych scenariuszy, co niestety dość często mi się zdarza. 



A co poza tym? Ostatnio pogoda co raz rzadziej robi mi na złość i często na niebie gości słońce, a to od razu sprawia, że każdy poranek staje się zdecydowanie lepszy. Jak dla mnie zima mogłaby już nie wracać, bo taka wiosenna aura jest dużo przyjemniejsza i sprawia, że aż chce się rano wstać, by wyjrzeć za okno i popatrzeć na ten piękny, budzący się do życia świat.



W najbliższym czasie planuję pokazać Wam moje 'zdobycze lutego', czyli rzeczy, z których zakupu jestem bardzo zadowolona, a w ubiegłym miesiącu było takich wyjątkowo dużo. Należę raczej do oszczędnych osób, więc gdy Magda kupuje sporo różności, to wiedzcie, że coś musi się dziać... 



Sweterek-Cropp Town/ Czapka-H&M

A co powiecie na wiosenne DIY? Macie ochotę zrobić ze mną jakieś ładne ozdoby do pokoju, by trochę ozdobić swoje wnętrza wraz z nadchodzącą nową porą roku?

Happiness

Szczęście. Pozornie takie proste, składające się z zaledwie dziewięciu liter słowo, a ma tak wiele znaczeń, że ich policzenie zdaje się być chyba niemożliwe. Nie ma ogólnej definicji tego wyrazu, a próby jej stworzenia z pewnością zakończyłyby się niepowodzeniem, bo dla każdego z nas szczęście przybiera inną postać. Jedni odnajdują je w rzeczach materialnych, które moim zdaniem nie mają, a przynajmniej nie powinny mieć z nim zbyt wiele wspólnego, inni uważają za nie swoje bliskie osoby, przyjaciół czy też rodzinę. Również rozwijanie pasji i zainteresowań, a także takie niepozorne drobiazgi jak obdarzenie nas uśmiechem przez drugą osobę może być z nim utożsamiane. Można zatem rzec, iż szczęście można zdefiniować na siedem miliardów różnych sposobów.




Chyba każdy chciałby czuć się szczęśliwy. Każdy chciałby mieć w sobie tyle pozytywnej energii, by nie zdejmować uśmiechu z twarzy i zarażać innych swoim optymistycznym podejściem. Mam jednak wrażenie, iż gdyby spytać kilka przypadkowych osób spotkanych na jednej z ulic dużego miasta, to bardzo niewielka ich część bez większego namysłu odpowiedziałaby: 'Jestem szczęśliwa'. Dlaczego tak jest? Może ludzie są czasem zbyt mocno zapatrzeni w przedmioty, które ich otaczają i wszystkie materialne 'skarby' i bogactwa, że przestają czerpać radość z dużo mniejszych, jednak o wiele ważniejszych rzeczy, takich jak obecność bliskich, przyjaciół czy możliwość edukacji i rozwijania swoich pasji i zainteresowań. Szczęście nie powinno być postrzegane bowiem przez pryzmat tego, co posiadamy. Czy fakt noszenia w kieszeni najnowszego IPhone'a sprawi, iż naprawdę Twoje życie stanie się nagle pozbawione wszelkich zmartwień i trosk? Nie sądzę, chociaż jasne jest, że posiadanie takiego gadżetu to dla wielu osób, w tym również i mnie, powód do radości, ale nie można zapominać o innych rzeczach, których wartość jest wielokrotnie większa, bowiem obecność kochającej rodziny, grona bliskich przyjaciół i możliwość robienia tego, co kochamy jest przecież bezcenna.



Temat szczęścia jest niezwykle obszerny i powrócę do niego w najbliższym czasie jeszcze nie raz, mam zatem nadzieję, iż pierwszy wpis z tej serii skłonił Was do przemyśleń oraz w pewnym stopniu pomógł dostrzec radość w małych i niepozornych rzeczach, które nas na co dzień otaczają. 



Sweterek-H&M / Biżuteria-Dori's, Pepco / Top-Bershka


Jak Waszym zdaniem wygląda szczęście? Czy uważacie się za osoby szczęśliwe?

Photo Throwback #3 It's too cold outside...

Oj nawet nie wiecie, jak bardzo marzą mi się teraz długie, upalne wakacje. Brakuje mi słońca, tego,  które sprawia, że każda chwila staje się weselsza i daje energię do życia, bo chyba każdy przyzna, iż jego dzień wygląda zdecydowanie lepiej, gdy zaraz po otwarciu oczu o poranku dostrzeże promienie światła wpadające do pomieszczenia, a nie panującą ciemność i przygnębiające, zapełnione szarymi chmurami niebo. Tak bardzo chciałabym móc schować kurtki, czapki oraz szaliki głęboko do szafy i móc wyjść na zewnątrz nie spędzając uprzednio dziesięciu minut na upodabnianiu się do eskimosa... Nie mówiąc już o skostniałych dłoniach po powrocie i niewyobrażalnej chęci sięgnięcia po kubek gorącej herbaty. No cóż, wielbicielką zimy nie jestem, jednak czy mogę zrobić coś innego, niż po prostu czekać nadejścia upragnionych wakacji lub chociaż odrobinę wyższej temperatury na termometrze? Niestety nie, ale aby jakoś umilić ten zimowy czas, znalazłam w swoich 'archiwach' porcję niepublikowanych do tej pory zdjęć, które przynajmniej w moim przypadku pozwalają na chwilę oderwać się od tej mroźnej codzienności i uciec myślami w świat wspomnień, ciepłych i słonecznych wspomnień... Powspominacie zatem ze mną?


  







Co myślicie o zdjęciach? Również brakuje Wam słońca i ciepłych dni?

Be Organized #2 - Time-saving tips

Witam Was dzisiaj z drugim postem z serii 'Be Organized'. Tym razem zdecydowałam się na poruszenie tematyki oszczędzania czasu i różnych, prostych sposobów, by mieć go choć troszkę więcej. Niestety sama mam czasem problemy, by wyrobić się na określoną porę, jednak wciąż uczę się jak sobie z tym radzić i pierwsze 'małe sukcesy' mam już za sobą. 

Z pewnością ta sytuacja jest znana każdemu: Jest poniedziałkowy poranek. Za oknami jeszcze ciemno, gdy nadchodzi pora na pobudkę. Zirytowani dźwiękiem budzika, wyłączamy go i mówimy sobie 'jeszcze pięć minut', ale budząc się dwadzieścia minut później, ze zdenerwowaniem zauważamy, że chyba trochę zaspaliśmy... W pośpiechu zrywamy się z łóżka i w biegu pędzimy do łazienki, przecież jeszcze tyle do zrobienia! Można jeszcze wspomnieć o tym, jak często w takiej sytuacji okazuje się, że nie spakowaliśmy jeszcze książek do szkoły. To wszystko łatwo podsumować: pośpiech, zbędny stres i nerwowa bieganina - w efekcie spóźnienie lub pominięcie czegoś, co ważne gwarantowane... Co zatem zrobić, by uniknąć takiej sytuacji? Przedstawię Wam poniżej kilka sposobów, które w moim przypadku przyczyniły się do znacznego zmniejszenia częstotliwości takich 'wypadków' i mam nadzieję, że również Wam choć trochę ułatwią one życie.

1. Jeśli jest coś, co jesteś w stanie zrobić teraz, nie odkładaj tego na później. 

Szkolne książki i zeszyty można przecież spakować wieczorem. Pozwoli to zaoszczędzić mnóstwo czasu o poranku, a dodatkowo nie dojdzie do sytuacji, kiedy pięć minut przed wyjściem zauważymy brak potrzebnego zeszytu, albo w gorszym przypadku - zauważymy go dopiero w szkole...

2. Staraj się wykorzystać w produktywny sposób każdą chwilę. 

Jeśli jedziemy autobusem - zamiast siedzieć bezczynnie, możemy przecież powtórzyć słówka, które trzeba opanować na zbliżający się sprawdzian z angielskiego czy niemieckiego.

 3. Jako budzik ustaw piosenkę, którą lubisz. 

Poranek jest o wiele przyjemniejszy, gdy obudzi nas ulubiony wokalista lub zespół, a nie dźwięk przypominający odgłos znienawidzonego, szkolnego dzwonka. 

4. Jeśli nie chcesz o niczym zapomnieć - zrób listę rzeczy, które przed wyjściem musisz zabrać albo zrobić. 

Wystarczy, że zerkniemy na nią przed opuszczeniem domu i już będziemy pewni czy nie pominęliśmy czegoś ważnego.



5. Przygotuj to, w co masz ochotę się ubrać wieczorem. 

Po co tracić na to czas rano, gdy jest tyle do zrobienia? A przecież tak często zdarza się, że otwieramy szafę i pojawia się dylemat - 'W co się ubrać?', więc z pewnością lepiej rozstrzygnąć go bez pośpiechu i w razie potrzeby - przymierzyć i ocenić, w czym wyglądamy lepiej. 




O jakiej tematyce chcielibyście przeczytać kolejny wpis? Post tematyczny, o mojej codzienności, a może fotograficzny?

Choices, chances, changes

Witajcie moi kochani czytelnicy! Dziś piszę już do Was nie jako czternastolatka, a już jako piętnastolatka, bowiem właśnie piętnastego lutego, tylko kilkanaście lat temu, przyszłam na ten świat. To niby tylko taka drobna zmiana jednej cyferki, jednak fakt, że do pełnoletności zostały mi tylko trzy lata jest dość dziwnym uczuciem i muszę przyznać, że zupełnie nie wyobrażam sobie siebie jako osoby dorosłej. Stojąc tu, w miejscu do którego doszłam przez te 15 lat swojego dotychczasowego życia, stwierdzam, iż brakuje mi tych beztroskich lat dziecięcych, gdy czas płynął tak powoli i wystarczało go na wszystko, co tylko jako taki maluch zapragnęło się zrobić, a jedynym problemem był brak nowej, reklamowanej właśnie w telewizji, lalki.


Budowanie 'namiotów' pod stołem, zabawa w szkołę czy dom... Zdaje się, że to wszystko wydarzyło się tak niedawno, jednak od tamtej pory minęło 'aż' dziesięć lat... Z każdym dniem stajemy się starsi, mądrzejsi o nowe doświadczenia i codziennie tworzymy wiele fantastycznych, barwnych wspomnień, o których przynajmniej ja nie chcę nigdy zapomnieć, bo nasze obecne życie, wraz z przemijającym czasem, co raz mniej przypomina to dziecięce, spokojne i pozbawione wszelakich trosk. Wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości, już nie wrócą, więc trzeba dobrze przeżywać i zapamiętywać każdą chwilę, by za te kolejne piętnaście lat, móc miło wspominać czas, który już bezpowrotnie przeminął. 


Mimo tej drobnej zmiany, nadal czuję się chyba tak samo, no może odrobinkę doroślej, bo przecież kolejny rok mam za sobą, a tak dobrze pamiętam jeszcze poprzednie przyjęcie urodzinowe i wpis na blogu, który ukazał się dokładnie 15.02, tylko, że 2014 roku... Swoje urodziny obchodzę w tym roku w gronie rodzinnym i mam nadzieję, że miło spędzę czas z zaproszonymi gośćmi i będę pozytywnie wspominać dzisiejszy dzień, powoli zatem żegnam się już z Wami, bo do przygotowania jest jeszcze mnóstwo rzeczy, a czas przecież nieustannie ucieka...



Sweterek - Reserved, Top - Bershka, Bransoletka - Sinsay, Choker - Doris

Czy Wam także zaczyna brakować tych dziecięcych, beztroskich lat? Również macie wrażenie, iż z każdą chwilą czas mija co raz szybciej i szybciej?

Being ignored - worst feeling ever

Zastanawialiście się kiedyś jak boli odrzucenie? Większość z Was zapewne nie, bo wielu osobom wydaje się, że to zjawisko raczej nie ma pośród dzisiejszego społeczeństwa miejsca. Błąd, to dzieje się nieustannie, ale niestety ludzie w dużej części są zbyt ślepi i zapatrzeni w swoje własne problemy, by to dostrzec. Jestem pewna, że dużej części z nas, w tym niestety również i mnie, zdarzyło się kogoś ignorować lub odrzucać bez większego powodu. Pozwólcie, że od razu sprostuję: nikt nie zasługuje na odrzucenie, bo każdy z nas jest człowiekiem, takim, jaki został stworzony. Każdy zbudowany jest z ciała i duszy, we wnętrzu posiada liczne funkcjonujące organy i nie różni się pod tym względem niczym w porównaniu z innymi. Więc skąd wzięły się te często bolesne porównania i eliminowanie tych, którzy nie boją się okazywać swojej indywidualności? Moim zdaniem z tego, że wiele osób czuje się niedowartościowana i przez głupie komentarze próbuje podnieść swoją samoocenę. 


Może teraz pomyślicie: co ma odrzucenie do porównania? Otóż jedno ma swój początek w drugim. Osoba, która zazdrości czegoś komuś innemu, zaczyna na siłę wynajdywać wszystko, do czego mogłaby się "przyczepić". Potem zaczynają się głupie, bezpodstawne, a jednak często bardzo bolesne plotki i wytykanie palcami. I teraz odpowiedzcie sobie sami: czy taka osoba, którą krytykują wszyscy czuje się akceptowana? Nie. Zdecydowanie nie. Teraz może powrócę do zadanego na początku pytania: jak boli odrzucenie? Boli niewyobrażalnie mocno. Jeśli macie kogoś, komu możecie zaufać, to taka osoba może okazać się dla was lekarstwem i pomoże uleczyć ból spowodowany tą sytuacją. Jeśli nie, niestety trzeba próbować ratować sytuację samemu, jednak wymaga to ogromnej siły, której często taka osoba już nie posiada. Tylko czy ktoś kiedykolwiek widział, żeby tonący statek, nieustannie spychany na dno przez masy wody, był nagle w stanie samoistnie wypłynąć na powierzchnię? 

Wydaje mi się, że nie. Porównanie do tonącego statku nie było przypadkowe. Osoba odrzucona z każdą kolejną plotką "nabiera co raz więcej wody" i szanse na wynurzenie się drastycznie maleją. Z pomocą kogoś bliskiego, można dokonać wszystkiego. Również uratować tonący statek, ale niestety osoby odrzucane często nie mają nikogo, z kim mogłyby nawet zamienić słowo. Dla nich ważny jest każdy uśmiech, każda wyciągnięta dłoń oraz każda, nawet najmniejsza chęć pomocy i okazanie zrozumienia. Czasem ratunek nadchodzi, ale niestety często jest już zbyt późno, bo statek rozbija się, kiedy wreszcie dosięgnie dna. Dlatego trzeba reagować szybko, bo z każdym dniem będzie już tylko trudniej zapobiec nadchodzącej katastrofie.



Jaki przekaz postanowiłam tu zawrzeć? Nie odrzucajcie nikogo, bo nie ma osoby, która na to zasługuje. Dopóki sami tego nie doświadczycie, ciężko to zrozumieć, ale ignorancja i zawiść ze strony innych naprawdę boli bardzo mocno. To wcale nie jest ból, o którym można po jednej tabletce po prostu zapomnieć. To coś, co może zostać już do końca życia w głowie takiej osoby, zarówno jako bolesne wspomnienia, ale także jako swojego rodzaju 'blokada' przed obdarzeniem kogokolwiek zaufaniem, więc czy naprawdę warto tak niszczyć czyjeś życie? Czy Wy kiedykolwiek chcielibyście tego doświadczyć ze strony innych? Nie sądzę, więc pomyślmy kilka razy, zanim zaczniemy "rzucać" w stronę innych bezpodstawnymi oskarżeniami. Pamiętajmy, każdy jest tylko człowiekiem i ma swoje wady, ale nigdy nie są one na tyle wielkie, by zasłużył na takie traktowanie.



 Jakie Wy macie zdanie na podjęty przeze mnie temat? Czy doświadczyliście kiedyś odrzucenia ze strony innych?

Welcome to reality

Chyba każdy zna powiedzenie 'Wszystko, co dobre, szybko się kończy' i niestety jest to prawda. Ferie, chociaż trwały całe dwa tygodnie, minęły w niezwykle szybkim tempie, ale na szczęście coś po sobie pozostawiły - miłe wspomnienia. Kolejne wolne dni mijały jak godziny czy nawet minuty, jednak czuję, że nie zmarnowałam czasu i zrealizowałam dużą część z pośród zaplanowanych wcześniej rzeczy. Udało mi się spotkać ze znajomymi, kilka razy byłam na zakupach i udało mi się nawet dorwać kilka wyprzedażowych perełek (Jesteście ciekawi co to takiego?). Poza tym, znalazło się parę słonecznych chwil i powstało trochę nowych zdjęć, którymi z pewnością już niebawem się tutaj pochwalę.



Niestety od poniedziałku trzeba będzie wrócić do szkolnej codzienności i tej dobrze znanej każdemu porannej rutyny. Właśnie za to lubię ferie - każdy dzień można zaplanować zupełnie inaczej, zrobić inne rzeczy, odwiedzić różne ciekawe miejsca, a nie, tak jak podczas tygodnia nauki, codziennie budzić się o tej samej porze wraz z dźwiękiem budzika,  potem zawsze wykonać standardowy kurs pokój-łazienka-garderoba, by jakąś godzinę później siedzieć w jednej z niczym nie różniących się od siebie ławek i próbować skupić na tym, co mówi nauczyciel. Brzmi tak znajomo, prawda? Taka powtarzalność strasznie mnie męczy, no ale cóż poradzić... do szkoły przecież chodzić trzeba, bo bez edukacji nie bylibyśmy w stanie poradzić sobie w przyszłości. Mam tylko nadzieję, że na powitanie moja klasa nie zostanie obdarzona zbyt wieloma 'szkolnymi prezentami' w postaci testów oraz kartkówek, chociaż wiem, że niestety niektórzy lubią robić innym takie niespodzianki.


Jedną z rzeczy, która obecnie podtrzymuje mnie na duchu są moje zbliżające się urodziny. W tym roku nie planuję ich obchodzić w jakiś szczególny sposób, jednak sami musicie przyznać, że bycie piętnastolatką brzmi nieźle, prawda? W takim razie muszę się teraz nacieszyć moim ostatnim 'czternastoletnim' tygodniem, bo już tylko tyle czasu zostało do piętnastego lutego - dnia moich urodzin. Kończąc ten wpis pragnę jeszcze Wam z całego serca podziękować za ogromną ilość miłych komentarzy pod ostatnimi wpisami, ich czytanie to dla mnie najlepsze lekarstwo w tych 'gorszych' chwilach. Te ferie były zdecydowanie najlepszym okresem, jeśli chodzi o rozwój mojego bloga, jednak bez Was nic nie byłoby możliwe i za to jestem Wam bardzo wdzięczna.


 Kurtka - Tally Weijl(jedna z wyprzedażowych zdobyczy)

Wy również powracacie już do szkolnej codzienności, a może czas odpoczynku macie jeszcze przed sobą?